Geocaching w Bogatyni – Mieszkańcy lasu

Geocaching w Bogatyni marzył nam się kilka miesięcy, w końcu się udało! Skrzynki przygotowane są niesamowicie, spacer po lesie daje ogrom szczęścia, a zmęczenie po podróży jest ogromne, ale było warto! Zapraszamy Was na zwiedzanie lasów Bogatyni!

Na geocaching w Bogatyni wybrałyśmy się zachęcone wpisem Verenne – Okolice Bogatyni. Mieszkańcy lasu i… hałda. Choć padałyśmy na twarz po tej całej wycieczce, to naprawdę było warto, dzięki Verenne!

Geocaching w Bogatyni – Mieszkańcy lasu

Skrzynkowy szlak według Googla powinien rozciągać się na 5 kilometrach – my przeszłyśmy znacznie więcej, ale o tym w dalszej części 😉 Ścieżka, choć jest mocno monotonna i nic się w niej nie zmienia – ciągle krzaki i drzewa i betonowa ścieżka, daje wspaniały czas do odetchnięcia i zastanowienia się nad wieloma rzeczami. Na swojej drodze spotkałyśmy wiele przyjemnych żyjątek, a Justyna choć na co dzień w okularach, wykazała się sokolim wzrokiem i znalazła większość skrzynek. Nam nie udało się znaleźć na końcu drogi jakiegoś zejścia do cywilizacji – po prostu zawróciłyśmy i tą samą ścieżką doszłyśmy do samochodu.

Ostrzeżenie dla wszystkich Geocacherów – ten wpis zawiera całą masę spojlerów, więc jeśli chcesz się wybrać do Bogatyni i każdego znalezionego kesza traktować jak jajko niespodziankę to odpuść sobie dalsze czytanie i oglądanie fotek.

geocaching w Bogatyni

Mieszkańcy lasu – rewelacyjny pomysł i piękne wykonanie

Maji(pl), która założyła te wszystkie kesze jest po prostu niesamowita. Włożyła w nie ogrom pracy, wszystkie są pięknie dopieszczone, co prawda niektóre są już nadgryzione zębem czasu, jednak to nie umniejsza ich uroku. Każdy kesz jest jakimś zwierzątkiem, na swojej drodze spotkałyśmy zające, myszkę, sowy, nietoperza, węża, kotka i inne bardziej lub mniej leśne stwory.

geocaching w Bogatyni

Prosty szlak – trudna droga

W drodze powrotnej przekonałyśmy się, że cały skrzynkowy szlak biegnie wzdłuż prostej, wyłożonej betonem drogi pośrodku lasu. Dlaczego przekonałyśmy się o tym dopiero w drodze powrotnej? Ano dlatego, że po zdobyciu pierwszego kesza zabłądziłyśmy. Serio wstyd się przyznać, ale zazwyczaj chodzimy w lewo i to się nie sprawdza, tym razem poszłyśmy w prawo i znalazłyśmy się daleko od drogi, daleko choćby od drobnej ścieżki. Żeby pójść w kierunku, w którym wydawał nam się prawidłowy, musiałyśmy skakać przez rzeczkę, iść wpół zgięte przez iglaste drzewka, pochlastać sobie całe nogi pokrzywami i zebrać na twarzy pajęczyny z całego lasu – ale było warto, doszłyśmy do szlaku.

geocaching w Bogatyni

Zdobywanie keszy

Na odnalezienie pierwszego kesza straciłyśmy naprawdę dużo czasu. Niestety apka c:geo, o której kiedyś pisałyśmy i się zachwycałyśmy ->tutaj,  kompletnie się nie sprawdziła. Pierwszy kesz był naprawdę daleko od tego, co pokazywała aplikacja. Przyznać trzeba, że miałyśmy chwilę zwątpienia i targały nami nerwy – w końcu pokonałyśmy 200 km, tylko po to, żeby zdobyć Mieszkańców lasu, a tu prawie godzina mija, a my nawet jednego kesza w rękach nie mamy. W końcu idąc za podpowiedziami z opisów, a nie za kompasem z apki Justyna odnalazła ‚jedynkę’. Szybko ruszyłyśmy w drogę po drugiego kesza – tak to ten czas, kiedy zabłądziłyśmy 😉

Znalazłyśmy 14 na 18 skrzynek. Okazuje się, że dwóch raczej nie ma, bo ludzie, którzy byli po nas, też ich nie znaleźli, a dwie niestety przeoczyłyśmy.

Przy skrzynce numer pięć, której nie potrafiłyśmy odnaleźć, doszłyśmy do wniosku, że jeśli jakiś kesz nie znajdzie się w ciągu dwóch minut, to nie ma co go szukać. Przy ‚jedynce’ i ‚trójce’ straciłyśmy niepotrzebnie sporo czasu, a reszta wpadała nam sama w ręce. Wszystkie stworki potworki znajdują się przy ścieżce, nie ma właściwie potrzeby wchodzenia w głąb lasu i szukania ich niewiadomogdzie.

geocaching w Bogatyni

Trudy podróży

Największy dramat, jaki się rozegrał w całej kilkugodzinnej przechadzce był brak wody. Byłyśmy kompletnymi ignorantkami i naiwniarami. Powiedzieli nam w telewizji, że będzie zimno i będzie padał deszcz – no to tak będzie! Nic bardziej mylnego! Ubrane jesiennie z 1,5 litrową butelką wody w plecaku poszłyśmy w las, a tu prawie 30OC i słońce cały czas świecące prosto w twarz. Nie ma się co oszukiwać, wody brakło nam w połowie podróży w jedną stronę. Wzdłuż naszej drogi czasem płynął strumyk, czasem znikał, w najlepszym momencie wody w nim było na tyle, że padając na kolana i wkładając rękę w szczelinę między betonowe bloczki można było zaczerpnąć wody na jednego łyka – takie szaleństwo. Na szczęście na końcu drogi do celu znalazłyśmy większy strumyk i tam napełniłyśmy butelkę na podróż powrotną.

Drugim z istotnych dramatów była słaba apka. Niestety c:geo, które do tej pory właściwie nas nie zawodziło, okazało się zupełnie bezużyteczne. Kiedy kompas wskazywał 10m do celu, to właśnie w tym miejscu był keszyk. W otwartym lesie taki zakres rozrzutu jest niedopuszczalny. Rozglądamy się za porządnym GPSem turystycznym, ktoś coś zna i poleci?

14423793_10210404387214064_922659658_o

Tych problemów mniejszych i większych napotkałyśmy kilka, ale o tym będzie niebawem w osobnym wpisie.

Nie ma się co oszukiwać, nasi znajomi mieli rację, że trzeba być nienormalnym, żeby jechać tyle kilometrów na geocaching w Bogatyni. Jednak według nas było naprawdę warto. Nawet nie macie pojęcia jak nas cieszył każdy kolejny odnaleziony zwierzaczek na naszej drodze, jak bardzo podziwiałyśmy założycielkę, jak bardzo chciałyśmy już do domu i jak dobrze tej nocy spałyśmy. Wybierzcie się sami, na pewno będziecie tak samo zachwyceni, jak i my!

One thought on “Geocaching w Bogatyni – Mieszkańcy lasu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *