Geocaching w Świnoujściu

Świnoujście to miasto, które znam lepiej niż Wrocław i pewnie lepiej, niż Nową Rudę, z której pochodzę. Świnoujście to miasto, do którego jeździłam co roku niemal od 20 lat. Miasto, które tak przypadło do gustu moim rodzicom, a potem też mi, że nie wyobrażam sobie innego miejsca na zachodnim Wybrzeżu, gdzie spędziłabym urlop. Wybrałam się do niego i w tym roku, a że pogoda nie rozpieszczała, postanowiłam wybrać się na małe szukanie skrzynek.

Małe, bo udało mi się znaleźć tylko jedną, duże, bo sprawdzałam jeszcze 4 inne miejsca, ale tam niczego nie znalazłam. Po wczytaniu się w logi okazało się, że skrzynki przepadły i nie zostało to odznaczone. W sumie trochę się nie dziwię – przemiał turystów w tym mieście jest ogromny i być może mugole natykali się na skrzynki. A może są inne powody? Tak, czy inaczej zrobiłam sobie fajny spacer, na który Was zapraszam.

Dla mnie Świnoujście prawobrzeżne dzieli się na dwie części. Część uzdrowiskowa – promenada, plaża, którą chętnie odwiedzam, kiedy jest ciepło, typowo wakacyjnie, letnio oraz część miejska – z portem, sklepikami, kawiarniami. To właśnie w tę drugą wybrałam się w poszukiwaniu skrzynek. Plan był inny – wybrałam się do sklepu rybnego tuż przed wyjazdem, gdzie można kupić naprawdę rewelacyjne śledzie w śmietanie. Sklep znajduje się na przeciwko głównej siedziby poczty. Po wyjściu z niego stwierdziłam – a może skrzynki.

Szybki podgląd terenu i są, nawet kilka w okolicy. Znam Świnoujście dość dobrze, ale część miejska cały czas mnie zaskakuje. Ciekawa architektura, urokliwe uliczki. Swoje kroki skierowałam właśnie nimi w kierunku Muzeum Rybołówstwa, zlokalizowanego na placu Rybaka tuż przy porcie. To właśnie tam znalazłam jedyną skrzynkę, o której więcej innym razem (mała uwaga – podpowiedź nietrafiona, warto spojrzeć na logi i zaopatrzyć się w coś do pisania). Mała skrzyneczka czekała na mnie właśnie w okolicy Muzeum, a ja rozochocona pierwszą zdobyczą udałam się dalej. Wybór padł na Kościół Stella Maris (Kościół Gwiazdy Morza), niestety zbyt późno, właściwie na miejscu, spojrzałam na logi i okazało się, że kesza nie ma. No cóż, pomyślałam i poszłam dalej. Fajnie mi się spacerowało znanymi uliczkami – czy to z wyjazdów z rodzicami, czy też z kolonii. Dotarłam do Parku Chopina, gdzie miały być dwa kesze. Z pierwszym podobnie, jak z tym przy kościele – nie było jej na miejscu, co potem potwierdziły logi. Z drugą miałam problem, bo znajdowała się w nieco ustronnym, trochę niebezpiecznym miejscu, gdzie sporo butelek, potłuczonego szkła, śmieci – miejscówka na wypicie browara, z czego skrzętnie korzysta pewnie świnoujska młodzież. Zrezygnowałam, bo telefon trochę wariował – być może skrzynka jest, bo w logach nie stwierdzono jej braku, ale mi się nie udało. No cóż – następnym razem.

Miałam jeszcze ochotę na dalsze poszukiwania, ale wyszło słońce i zakończyło się plażowaniem – w końcu zostało mi tylko kilkanaście godzin. Nabrałam jednak ochoty na powrót – może jeszcze we wrześniu tego roku uda się wybrać na kilka dni.

Poniżej kilka fotek z wyjazdu i spaceru. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *